„Blade Runners kontra Miasto – czyli jak Kraków tnie znaki szybciej niż ustala przepisy”**
W Krakowie można wiele zobaczyć: tłumy turystów na rynku, korki nieznające litości, a ostatnio także wojny podjazdowe z… drogowskazami. Strefa Czystego Transportu (SCT), która miała być jednym z kluczowych projektów miejskich, stała się paliwem dla najdziwniejszych miejskich spektakli.
Znaków ubywa szybciej niż cierpliwości mieszkańców
W różnych częściach miasta zaczęły znikać i przewracać się znaki D-54 i D-55 oznaczające SCT. Według relacji osób związanych z nieformalną grupą „Blade Runners SCT Kraków”, w jedną noc „padło ponad 30 znaków”. Miasto podaje oficjalnie, że uszkodzonych było dwanaście, ale faktem jest, że zniszczenia pojawiają się regularnie i w wielu lokalizacjach.
Zarząd Dróg Miasta Krakowa szacuje koszty wandalizmu już na ponad 40 tysięcy złotych. Zgłoszenia spływają do policji niemal codziennie, a służby miejskie wciąż odbudowują oznakowanie. Świadczy to o jednym — Strefa Czystego Transportu, zamiast porządkować chaos, zaczęła go generować na zupełnie nowym poziomie.
Skąd ta eskalacja?
SCT, która zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku, miała ograniczać wjazd pojazdów niespełniających norm emisyjnych. Pomysł prosty, ale jego wdrożenie — w opinii wielu mieszkańców — wykonano bez dostatecznych konsultacji i w sposób, który uderza w codzienność zwykłych kierowców.
Opozycyjne wobec prezydenta miasta środowiska wykorzystują zamieszanie wokół strefy jako sztandarowy argument w szerszym sporze politycznym.
SCT staje się paliwem do czegoś większego: referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa
W cieniu porozrzucanych znaków rozgrywa się znacznie poważniejsza batalia. Trwa zbieranie podpisów pod referendum dotyczącym odwołania prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego. Krytycy jego rządów zarzucają mu chaotyczne wprowadzanie polityk miejskich, a SCT stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów tej układanki.
Dla przeciwników władz strefa to symbol oderwania od realiów życia mieszkańców, a zniszczone tablice drogowe — „oddolny komentarz społeczny”, który, choć nielegalny, dobrze obrazuje skalę frustracji.
Projekt, który miał poprawiać jakość powietrza, stał się katalizatorem konfliktów i miejskim symbolem chaosu. Znikające znaki, sprzeczne statystyki, rozgoryczeni mieszkańcy i realna perspektywa referendum przeciwko prezydentowi tworzą obraz Krakowa, który coraz bardziej przypomina polityczno-drogowy eksperyment bez wyraźnego planu.
Jeśli cyrk ma wiele aren, to krakowska SCT z pewnością jest dziś jedną z najbardziej widowiskowych.
Źródło Profil Facebook Paweł Usiądek Konfederacja

