To miała być inwestycja, która odmieni komunikacyjne oblicze Sądecczyzny. Nowoczesna, szybka, długo wyczekiwana trasa – symbol rozwoju i nadziei. Dziś coraz częściej staje się symbolem czegoś zupełnie innego: chaosu, przeciągających się decyzji, rosnących kosztów i kolejnych przesuwanych terminów.
„Sądeczanka” – droga, która w założeniach miała połączyć region z resztą kraju w sposób sprawny i bezpieczny – ugrzęzła w rzeczywistości, której mieszkańcy zaczynają mieć dość. Z najnowszych dokumentów wynika, że proces przygotowawczy potrwa jeszcze długie lata. Uzyskanie decyzji środowiskowej, wybór ostatecznego wariantu i przygotowanie dokumentacji mogą potrwać nawet do końca tej dekady.
Realna budowa? Ta – według aktualnych założeń – mogłaby ruszyć dopiero w kolejnych latach, a zakończenie całej inwestycji przewidywane jest nawet na 2039 rok. To oznacza, że od pierwszych zapowiedzi do oddania drogi miną dekady.
Jeszcze bardziej niepokojące są koszty. Szacunki rosną wraz z każdą kolejną analizą. Mowa już nie o pojedynczych miliardach, ale o ogromnych kwotach liczonych w wielu miliardach złotych – zależnych od wybranego wariantu, liczby estakad, tuneli i ingerencji w trudny, górski teren. Im bardziej skomplikowany przebieg trasy, tym wyższa cena – a ta może jeszcze wzrosnąć wraz z inflacją i przeciągającymi się procedurami.
Najbardziej uderzający jest jednak sam przebieg planowanej trasy. W jednym z wariantów droga kończy się na wysokości kamieniołomu w Dąbrowej – bez realnego połączenia dalej, bez domknięcia układu komunikacyjnego. To obraz inwestycji, która zamiast prowadzić naprzód, urywa się w pół drogi.
Zamiast klarownej wizji i konsekwentnej realizacji mamy niekończące się analizy, zmieniające się koncepcje i brak konkretów. Każdy kolejny rok przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, a harmonogram – zamiast się skracać – wydłuża się coraz bardziej.
Mieszkańcy, którzy mieli zyskać szybkie połączenie z Nowym Sączem i dalej z Krakowem, wciąż stoją w korkach, obserwując jak projekt oddala się w czasie. Dla wielu z nich „Sądeczanka” staje się już nie obietnicą, a symbolem przeciągającej się bez końca inwestycji.
Jeszcze niedawno mówiło się o przełomie. Dziś coraz częściej mówi się o zmarnowanej szansie.
Bo „Sądeczanka” to już nie tylko droga. To historia ambitnych planów, które zderzyły się z rzeczywistością procedur, kosztów i braku decyzji.
I choć na papierze wszystko wciąż wygląda imponująco, w terenie coraz wyraźniej widać jedno: miało być szybko i nowocześnie. Wyszło jak zawsze.
Grafika GDDKiA

