Wystarczyło kilka dni, by w Krakowie zawrzało. Już ponad 20 tysięcy mieszkańców poparło wniosek o zorganizowanie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta, Aleksander Miszalski. Tempo zbiórki zaskoczyło nawet organizatorów – ale dla wielu krakowian to po prostu znak, że miarka się przebrała.
Ludzie podpisują, bo mają dość
Akcja, którą prowadzi komitet skupiony wokół Jana Hoffmana, ruszyła niedawno, a już pokazuje skalę niezadowolenia mieszkańców Krakowa. W punktach zbiórki ustawiały się kolejki. Jak mówią sami zainteresowani: podpisywali, bo „miasto jest prowadzone w złym kierunku”.
Najczęściej powtarzane powody są podobne:
chaos komunikacyjny i decyzje dotyczące transportu,
rosnące koszty życia,
poczucie, że mieszkańcy są ignorowani przy kluczowych inwestycjach,
brak dialogu ze strony władz.
Dla wielu osób to nie jest żaden polityczny teatr. To codzienność, w którą – ich zdaniem – ratusz nie potrafi lub nie chce się wsłuchać.
SCT: miliony w budżecie, kontrowersje wśród mieszkańców
Najgłośniej teraz mówi się o innym problemie, który dla wielu krakowian jest symbolem tego, co irytuje ich w działaniach magistratu — Strefa Czystego Transportu (SCT). Od początku stycznia, czyli w pierwszym miesiącu obowiązywania strefy, do kasy Urzędu Miasta Krakowa wpłynęło już ponad 4 miliony złotych z opłat za wjazd pojazdów niespełniających norm emisyjnych. To wynik zarówno abonamentów, jak i opłat godzinowych, naliczanych kierowcom spoza miasta, których auta nie spełniają kryteriów strefy.
Ta kwota — uzyskana w ciągu zaledwie miesiąca — jest przez część mieszkańców krytykowana jako „fiskalna żyła złota”, wskazywana jako przykład działań, które częściej służą generowaniu wpływów niż realnemu polepszaniu życia mieszkańców. W mediach lokalnych pojawiają się głosy, że to właśnie decyzje takie jak SCT pogłębiają poczucie alienacji mieszkańców wobec władz.
Ludzie chcą referendum, nie politycznych wojen
Choć w inicjatywie biorą udział także osoby związane z partiami politycznymi, mieszkańcy bardzo wyraźnie podkreślają: „To nie jest akcja jednej partii. To nasza akcja – ludzi, którzy tu żyją”.
I faktycznie – na listach podpisów widać pełne przekroje społeczne: młodych, starszych, przedsiębiorców, studentów, rodziców, osoby jadące na tramwaj, turystów pracujących w centrum. Sprawa dotyka każdego, kto codziennie zmaga się z krakowską rzeczywistością.
Co dalej?
Do rozpisania referendum potrzeba około 60–80 tysięcy ważnych podpisów. Patrząc na obecne tempo, organizatorzy wierzą, że uda się to osiągnąć szybko – na tyle szybko, by referendum mogło odbyć się już w czerwcu.
Niezależnie od tego, jaki będzie finał, jedno jest pewne: Kraków przemówił głośno. I nawet jeśli władze próbują przedstawiać inicjatywę jako „polityczną zagrywkę”, to liczby, emocje mieszkańców i milionowe wpływy do miejskiej kasy mówią coś zupełnie innego

